Zmiany w pracy

118H

No i stało się, to czego się najbardziej obawiałam. Jak co roku w pracy mam rozmowę z kadrową i szefem, którzy stety/niestety zadecydowali, że powinnam wrócić do pracy na pełen etat.

Powrót ma się odbyć stopniowo, za miesiąc na 4 dni w tygodniu, a od Nowego Roku na 5 dni. Oczywiście premię i podwyżkę też dostałam i gdybym nie miała Małej to skakałabym pod sufit.

Zamiast tego jestem pełna obaw i wątpliwości. Czy damy radę, nasza trójka, zapracowani rodzice i dziecko? Nie mamy co liczyć na pomoc rodziny. Młoda pójdzie do żłobka na pełen etat, będziemy ją widzieć chwilę rano, chwilę popołudniu i w weekendy. Z drugie strony nasze finanse trochę się podreperują, może zapewnimy jej lepszy start w życie.

Muszę dodać, że pracę ma bardzo dobrą, sowicie płatną, w porządku szefa i byłoby głupotą z niej zrezygnować.

Czy Młoda sobie da radę tyle dni bez nas? Ostatnio trochę chorowała, jest starsza, więc może jej odporność się trochę wzmocniła. Na bank będzie wykończona po całym dniu w żłobku. Nie mogę jej jednak tego zabrać, ona tak lubi przebywać z dziećmi.

Zastanawiam się nad jakąś dodatkową opieką dla niej, osobą, która by ją odbierała z przedszkola, chodziła na spacery lub plac zabaw. Kogoś na 2-3 godzin dziennie. Opcja jeszcze do przemyślenia, wiąże się z dodatkowym kosztem. Moja mama przyjeżdża za niedługo na 3 tygodniu, więc zobaczymy czy to się sprawdzi.

Co do obowiązków domowych skłaniam się, żeby jakaś pani nam raz w tygodniu sprzątała. Co prawda mam wolne weekendy, ale chce je poświęcić całkowicie rodzinie. Może będziemy wtedy lepiej zorganizowani i co weekend robić coś ciekawego razem.

Najbardziej jednak mi przykro, że nie będę przy mojej Kruszynce. Trochę mnie ominie…ona tak szybko się rozwija. Wiadomo, nie musimy być ze sobą 24h na dobę, ale te 3 dni pracy, 4 dni wolnego były świetnym rozwiązaniem dla nas.

Pomimo wszystkich wątpliwości zdecydowałam się spróbować. Jak coś nie wyjdzie, to będziemy szukać innego rozwiązania.

Nie jestem mamą, która jest z dzieckiem 24h/365 dni w roku. Nie jestem mamą, która spędza każdą minutę ze swoim dzieckiem. Więcej wracam do pracy na pełen etat i powiedzmy sobie szczerze to teraz żłobek będzie ją wychowywał, a ja będę weekendową mamą. Pomimo głosu oburzenia co po niektórych mam, które zostają z dziećmi dłużej w domu i pewno sobie myślą co ze mnie za matka, muszę to powiedzieć jestem Matka Zajebista, bo kocham to moje dziecię najbardziej na świecie. Może dzięki tym zmianom, które niedługo zajdą w naszym życiu Młoda się szybciej usamodzielni i nauczy integrować z ludźmi, co jej się na pewno szybko przyda w życiu.

A Wam Mamy, pomimo tych wszystkich za i przeciw radzę, jak macie oczywiście dobrą pracę wrócić do niej, może nie na cały etat, ale na pół. To naprawdę świetne rozwiązanie dla całej rodziny. Nie jest łatwo, natomiast na dłuższą metę procentuje.

Teraz możecie mnie zjechać 🙂 jak ktoś z Was przeczytał do końca 🙂

Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

20170330_161655

My mieszkamy w Irlandii, więc realia są troszeczkę inne niż w Polsce. Pozwolę sobie pokrótce przybliżyć te różnice.

W Polsce kobiety w ciąży często idą i to wcześnie na chorobowy, opłaca im się to, dostają z tego co wiem prawie całą pensję. W Irlandii, jeżeli nie ma zagrożenia dla życia dziecka, przyszła mama pracuje jak najdłużej i zaczyna swój urlop macierzyński zazwyczaj 2 tygodnie przed porodem. Chorobowe jest płatne dopiero powyżej 2 tygodni niedyspozycji i jest to stała stawka, zazwyczaj niższa niż normalna pensja.

Płatny macierzyński w Polsce trwa rok, w Irlandii 3 miesiące z możliwością przedłużenia do prawie sześciu miesięcy. Wiadomo zawsze mogłoby być gorzej, tak jak w USA gdzie młode mamy mają tylko 2 tygodnie urlopu macierzyńskiego.

Każda mama, obojętnie gdzie mieszka, prędzej czy później musi podjać decyzję, czy wrócić do pracy, czy zostać w domu z dzieckiem. Bierze wtedy pod uwagę kilka czynników, przede wszystkim dobro dziecka i aspekt finansowy.

Czy damy radę? Kto się zajmie dzieckiem, jak wrócę do pracy? Czy nie za wcześniej? Może zostać w domu? Czy dziecko sobie poradzi? I wiele innych pytań nasuwa się w głowie i nurtuje każdą z nas.

Warto się zastanowić, co nam się bardziej opłaca, powrót do pracy, czy pozostanie z dzieckiem w domu. Jeśli to pierwsze, kto się zaopiekuje naszą pociechą, gdy my będziemy w pracy. Tutaj opcji jest kilka:

  • praca zmianowa – możemy wymieniać się z partnerem; jeden pracuje, drugi siedzi z dzieckiem w domu i na zmianę. Plusem jest to, że nie ponosimy dodatkowo kosztów na opiekę, minusem rzadko się widujemy i trudno nam wypocząć po nocnej zmianie;
  • babcia, dziadek, rodzina – moim zdaniem jedna z lepszych opcji, ponieważ mamy zaufanie do najbliższych, wiemy, że dziecko jest w dobrych rękach;
  • niania – przeze mnie nie przetestowana, są różne nianie i różne historie, moim zdaniem im lepiej im płacisz, tym lepiej zajmują się Twoją pociechą. Mnie niestety na dobrą nianię nie było stać.
  • żłobek – plusem jest kontakt z dziećmi i praca w grupie, największym minusem choroby, które dzieci sobie przekazują.

Radzę zrobić sobie kalkulację kosztową, wypisać za i przeciw, przeanalizować wyniki i wybrać najlepsze rozwiązanie. Łatwo się mówi, prawda:) Opowiem Wam teraz moją historię.

Też przez to przechodziłam i z bólem serca zostawiałam moje maleństwo. Ja, jako wydaje mi jedna z nielicznych mam w Irlandii, wróciłam do pracy gdy mała miała prawie 6 miesięcy. Jak już wspominałam mieszkamy za granicą z dala od rodziny. Jednak żeby mój powrót do pracy nie był tak drastyczny, poprosiłam mojego tatę o pomoc. Miałam wiele obaw, martwiłam się na początku, że będę o niej cały czas myśleć i płakać. Początki były ciężkie, nie powiem, jednak z czasem praca stała się dla mnie odskocznią. Wiem, że to dziwne, ale idę do niej z przyjemnością i ładuję baterię. Wracam stęskniona i szczęśliwa do zadowolonej i szczęśliwej córki. I tak nam mija tydzień za tygodniem.

Wróciłam do pracy na 3 dni w tygodniu, co uważam za idealne rozwiązanie na początek. Przyjechał do nas na 1.5 miesiąca moj tata i opiekował się wnuczką bardzo dobrze, czasami do przesady 🙂 Młoda miała zapewnione spacery, zabawę i wszystko czego tylko pragnęła. Dodatkowo tata pomagał mi w domu i był moim życiowym towarzyszem, gdy męża nie było w domu. Tata z nami mieszkał, co na dłuższą metę nie jest dobrym rozwiazaniem, ale daliśmy radę i do dziś pozostajemy w dobrych relacjach.

Ten czas nam szybko minął i trzeba było szukać dalej.Odwiedzilam kilka przedszkoli zanim ostatecznie podjeliśmy decyzje. Na szczescie w mojej okolicy otworzyło się polskie domowe przedszkole. Dzieciaki były troszke starsze od mojej, ale dzięki temu miała się od kogo uczyć i obserwować.Nasza córa mając 7m-cy poszła do przedszkola,nie protestowala,nie płakała,wręcz przeciwnie bardzo sie cieszyła.Dzieciaki ją zaakceptowaly,a mi kamień z serca spadł widząc ją taką szcześliwą.

Integruje się z dziećmi,rozwija się,bawi, wraca wykończona,ale uradowana. Jedynym minusem są częste choroby,które łapie od innych.Co jakieś 2 tygodnie jest przeziebiona,my zresztą też. Miejmy nadzieję,że wkrótce jej odporność się wzocni i nie będzie tak czesto chorować.Często mam dylemat czy nie lepiej by było gdyby opiekowała sie nią niania,ale widząc ją szcześliwą w przedszkolu,nie mam sumienia jej tego zrobić.

Wybór przedszkola jest rownież ważny.Jak już wspominałam myśmy zdecydowali sie na domowe przedszkole ze wzgledu na atmosferę i małą liczbę dzieci,ktora intensywnie się powiększa. Kolejnym kryterium byl język polski. W przedszkolu panuje rodzinny klimat, każde dziecko jest traktowane indywidualnie.Dzieciaki mają codzień inne zajęcia (prace plastyczne,zumba,gimnastyka,logopeda i wiele innych ).Moja narazie nie bierze w wiekszości zajęć udziału, ale dużo obserwuje i powoli naśladuje dzieci.Prawie codziennie zamieszczane sa zdjęcia na facebooku,więc można podejrzeć swoją latorośl i pochwalic sie najbliższym.Panie są wykwalifikowane i z bagażem doswiadczeń,widać,że to jest ich pasja.Życzę każdemu z Was takiego przedszkola/żłobka.

Dla mnie to idealne rozwiazanie.Wiem,że każde z nas się realizuje, spełnia i ma trochę luzu.

A jaka jest Wasza historia?Wrociłyście do pracy czy siedzicie w domu?Odpowiedzcie sobie na pytanie,jesteście szcześliwe?Ja tak,jeśli Wy nie to najwyższy czas na zmiany.

Helo, jest tam kto!

IMG-20170321-WA0000

Mój pierwszy post, narazie piszę do siebie 🙂

Mam na imię Ewa, jestem 33 latką, szczęśliwą mamą i żoną.

Mieszkamy za granicą, z dala od rodziny. Moja córeczka ma na imię Joanna i skończyła niedawno roczek.

Chodzi do przedszkola, ja pracuję na pół etatu, a mój mąż czasami mi się wydaje, że na dwa etaty.

Jesteśmy normalna rodziną, która uczy się żyć ze sobą z różnymi skutkami.

Mama na pół etatu powstała przede wszystkim z myślą o mamach zabieganych i zapracowanych, a zarazem ambitnych.

Podzielę się tu z Wami moimi doświadczeniami dotyczącymi wychowaniem i opieką nad dzieckiem, mężem 🙂 i domem, a także całym moim życiem.

Jest to też miejsce, do którego Ja zawsze będę mogła zajrzeć, powspominać i poszukać inspiracji.

Mamy wszystkich narodów łączcie się!!!

Miłego czytania!!!

PS. Zdjęcie przedstawia moje stopy w skarpetach nie do pary. Pary się pokończyły, a coś na nogi trzeba założyć.