Zmiany w pracy

118H

No i stało się, to czego się najbardziej obawiałam. Jak co roku w pracy mam rozmowę z kadrową i szefem, którzy stety/niestety zadecydowali, że powinnam wrócić do pracy na pełen etat.

Powrót ma się odbyć stopniowo, za miesiąc na 4 dni w tygodniu, a od Nowego Roku na 5 dni. Oczywiście premię i podwyżkę też dostałam i gdybym nie miała Małej to skakałabym pod sufit.

Zamiast tego jestem pełna obaw i wątpliwości. Czy damy radę, nasza trójka, zapracowani rodzice i dziecko? Nie mamy co liczyć na pomoc rodziny. Młoda pójdzie do żłobka na pełen etat, będziemy ją widzieć chwilę rano, chwilę popołudniu i w weekendy. Z drugie strony nasze finanse trochę się podreperują, może zapewnimy jej lepszy start w życie.

Muszę dodać, że pracę ma bardzo dobrą, sowicie płatną, w porządku szefa i byłoby głupotą z niej zrezygnować.

Czy Młoda sobie da radę tyle dni bez nas? Ostatnio trochę chorowała, jest starsza, więc może jej odporność się trochę wzmocniła. Na bank będzie wykończona po całym dniu w żłobku. Nie mogę jej jednak tego zabrać, ona tak lubi przebywać z dziećmi.

Zastanawiam się nad jakąś dodatkową opieką dla niej, osobą, która by ją odbierała z przedszkola, chodziła na spacery lub plac zabaw. Kogoś na 2-3 godzin dziennie. Opcja jeszcze do przemyślenia, wiąże się z dodatkowym kosztem. Moja mama przyjeżdża za niedługo na 3 tygodniu, więc zobaczymy czy to się sprawdzi.

Co do obowiązków domowych skłaniam się, żeby jakaś pani nam raz w tygodniu sprzątała. Co prawda mam wolne weekendy, ale chce je poświęcić całkowicie rodzinie. Może będziemy wtedy lepiej zorganizowani i co weekend robić coś ciekawego razem.

Najbardziej jednak mi przykro, że nie będę przy mojej Kruszynce. Trochę mnie ominie…ona tak szybko się rozwija. Wiadomo, nie musimy być ze sobą 24h na dobę, ale te 3 dni pracy, 4 dni wolnego były świetnym rozwiązaniem dla nas.

Pomimo wszystkich wątpliwości zdecydowałam się spróbować. Jak coś nie wyjdzie, to będziemy szukać innego rozwiązania.

Nie jestem mamą, która jest z dzieckiem 24h/365 dni w roku. Nie jestem mamą, która spędza każdą minutę ze swoim dzieckiem. Więcej wracam do pracy na pełen etat i powiedzmy sobie szczerze to teraz żłobek będzie ją wychowywał, a ja będę weekendową mamą. Pomimo głosu oburzenia co po niektórych mam, które zostają z dziećmi dłużej w domu i pewno sobie myślą co ze mnie za matka, muszę to powiedzieć jestem Matka Zajebista, bo kocham to moje dziecię najbardziej na świecie. Może dzięki tym zmianom, które niedługo zajdą w naszym życiu Młoda się szybciej usamodzielni i nauczy integrować z ludźmi, co jej się na pewno szybko przyda w życiu.

A Wam Mamy, pomimo tych wszystkich za i przeciw radzę, jak macie oczywiście dobrą pracę wrócić do niej, może nie na cały etat, ale na pół. To naprawdę świetne rozwiązanie dla całej rodziny. Nie jest łatwo, natomiast na dłuższą metę procentuje.

Teraz możecie mnie zjechać 🙂 jak ktoś z Was przeczytał do końca 🙂

Advertisements

Jak zająć dziecko chcąc coś zrobić w domu?

kaboompics_Child reading a comic story

Macierzyństwo moim zdaniem najszczęśliwszy okres w życiu, ale również najbardziej wymagający wysiłku. Muszę przyznać, że przed urodzeniem dziecka miałam całkiem inne wyobrażenie na ten temat. Myślałam mianowicie, że mała będzie jadła i spała, a ja zanudzę się z nią w domu. Jakież było moje rozczarowanie, gdy się okazało, że je co trzy godziny ssąc godzinę cyca, a jak nie śpi to płacze, bo ma kolki.

Dziś kilka moich porad czym zając dziecko, żeby można było coś zrobić w domu. Chcę tylko dodać, żeby wrzucić trochę na luz. Co zrobimy to zrobimy, resztę zrobimy później. Najważniejsza jestem Ja i dziecko.

Można zawsze poprosić o pomoc rodziców, męża, znajomych, co jednak jeśli zostaliśmy ze wszystkim sami.

  1. Drzemka –  jak dziecko śpi w ciągu dnia to dużo można ogarnąć. Im starsze tym mniej śpi. Co wyniosłam ze swojego rodzinnego domu i dalej kontynuuję to drzemka poobiednia. Należy się wszystkim, rodzicom i dzieciom. Nawet pół godziny regeneruje baterię i daje siły do wieczora. Ja jak jestem nie wyspana to chodzę zła, więc staram się żeby tak nie było. Co jeśli Twoje dziecko budzi się w środku nocy i nie chce spać. Ja zazwyczaj biorę je          do naszego łóżka i tak śpi trochę u siebie, trochę u nas. A jak budzi się wcześnie rano i rozrabia, dostaje zabawki do łóżka lub łóżeczka i to ją zajmuje na chwilę.
  2. Prasowanie – jak małe nieraczkujące i niechodzące dziecko, można je położyć na macie edukacyjnej obok. Przy większym dla bezpieczeństwa radzę to robić jak śpi. Wpadłam na jeszcze jeden pomysł, zabezpieczyć bramką dziecka pokój, a prasować w sąsiednim pomieszczeniu, mając je na oku.
  3. Gotowanie – małe dziecko można włożyć do wózka lub bujaczka, niech obserwuje nas w akcji. Starszakom proponuje siedzonko do karmienia z zabawkami na tacce lub po prostu posadzić na jakimś kocyku lub macie. Nie wytrzyma długo, ale zawsze to coś.
  4. Odkurzanie – jak nie boją się odkurzacza to mogą obserwować z łóżeczka, kojca lub wózka. Moja roczna pociecha zaczyna powoli odkurzać ze mną, czyli biega za odkurzaczem. Oczywiście proszę uważać na kable i kontakty elektryczne.
  5. Mycie podłóg – w tym wypadku trzeba dziecko zabrać z podłogi. Jak jestem sama w domu, wkładam Mała do kojca z zabawkami, a jak marudzi to włączam jej na chwilę bajkę. Nie jestem zwolenniczką telewizora grającego 24h na dobę, tabletów i telefonów dla dzieci, ale niestety prędzej czy później nasze pociechy się z nimi zetkną. Jak kojec z zabawkami znudzi się Waszym dzieciakom, można do niego wrzucić kolorowe plastikowe piłeczki. Moja miała z nimi niezłą frajdę.
  6. Jedzenie posiłków – gdy mamy do czynienia z małym dzieckiem, zazwyczaj leży koło nas w wózeczku i obserwuje, większe sadzamy do krzesełka z zabawkami. Moja Młoda już je razem z nami, zanim pogryzie swoja jedzenia, to ja też zdarzę wziąć kilka kęsów ze swojego talerza. Czasami pozwalam jej samej jeść i mam wtedy czas zjeść, pozmywać i wypić kawę.
  7. Kiedy dziecko jest starsze można je zachęcić do pomagania – np. moja Młoda jak wieszam pranie to podaje mi klamerki. Oczywiście to może się zmienić za jakiś czas, ale warto próbować.
  8. Jak dziecko się niecierpliwi – i tu już niezależnie od sytuacji u nas sprawdza się smoczek lub przekąski takie jak biszkopty lub rodzynki. One to uwielbiają.

Pamiętajcie czysty dom, nie oznacza szczęśliwego domu. Pozwólmy sobie na trochę relaksu i pobawmy się chociaż ze swoimi dzieciakami. One najbardziej potrzebują teraz naszej uwagi.

A jakie są Wasze sposoby na maluchy? Podzielcie się swoją wiedzą.

 

 

Pierwszy urlop z dzieckiem w ciepłych krajach

kaboompics_Together at the beachSezon urlopowy dopiero się zaczyna, my niestety właśnie wróciliśmy z naszych letnich wakacji kilka dni temu. Na świeżo z naładowanymi bateriami napiszę Wam o moich spostrzeżeniach.

Podróżowaliśmy pierwszy raz z naszym 15 miesięcznym dzieckiem do ciepłych krajów. Zdecydowaliśmy się lecieć na początku czerwca, przed sezonem urlopowym licząc na mniejsze temperatury i mniejszą liczbę turystów. Naszym celem podróży była wyspa Korfu w Grecji. Gdybyśmy się jednak mieli jeszcze raz zdecydować na to państwo prawdopodobnie wybralibyśmy się w maju na wakacji. W czerwcu było bardzo gorąco, temperatury sięgały około 30 stopni.

Pierwszy raz zdecydowaliśmy się na podróż w większym gronie, tzn. cztery trzyosobowe rodziny, każda z dzieckiem. Szczerze polecam, jeśli macie zgraną paczkę przyjaciół i rodzeństwo. Dzięki temu dzieciaki się razem bawiły, a dorośli mieli doborowe towarzystwo 🙂  Jako, że jedziemy w większej grupie, myślę, że najlepiej wybrać się na 10/11 dni. Tydzień jak dla mnie to za krótko, a 2 tygodnie za długo, można wtedy łatwo popaść w konflikt.

Zatrzymaliśmy się w hotelu Gelina Village w Acharavi, jakieś godzinę drogi z lotniska w Korfu. Jest to rozległy kompleks budynków z pokojami hotelowymi, restauracjami, barami, basenami, plażą, aqua parkiem, kortem tenisowym, Spa, siłownią, klubem dla dzieci i wiele innych. Szczerze nie skorzystaliśmy ze wszystkich atrakcji, które oferował hotel. Pomimo pewnych mankamentów oceniam go 9 na 10, a więcej na trip advisor

https://pl.tripadvisor.com/Hotel_Review-g670539-d244519-Reviews-Gelina_Village_Hotel_Resort-Acharavi_Corfu_Ionian_Islands.html

Co zabrać ze sobą? Najlepiej przed wyjazdem poczytać opinie na temat hotelu i okolicy na internecie. Oczywiście niektóre trzeba brać z przymrużeniem oka, bądźmy rozsądni. Jak wiadomo rzeczy do zabrania w podróż dla mniejszych dzieci jest o wiele więcej niż dla starszych, a i tutaj w sieci można znaleźć przykładowe listy na wakacje, które można wydrukować i zmodyfikować według własnych upodobań. Ja zawsze się pakuję się według listy i muszę przyznać, że to dużo pomaga.

Nie będę tutaj analizowała każdego bagażu, który zabraliśmy, a wypunktuję tylko pokrótce rzeczy nieoczywiste, a praktyczne. Z pewnością je weźmiemy na kolejny wakacyjny wypad.

  1. Ubezpieczenie, za granicą i przy małym dziecku to podstawa. My niestety musieliśmy skorzystać z lekarza i pokryć koszty leczenia, teraz czekamy na zwrot z firmy ubezpieczeniowej. Warto również wyrobić całej rodzinie Europejskie Karty Zdrowia.
  2. Jadąc w nieznane dla dzieci pijących mleko modyfikowane, najlepiej wziąć ich ulubione mleko. Naszej skończyło się 2 dni przed wyjazdem, w sklepach nie było tego mleka, a innego Młoda nie chciała jeść. Dodatkowo dzieciom, które jeszcze wszystkiego nie jedzą warto wziąć kaszki i obiadki, przynajmniej na kilka dni. Moja powoli zajada ludzkie jedzenie, ale wzięłam jej kaszkę na śniadanie i kolację, którą dostawała od czasu do czasu.
  3. Nocnik podróżny – my ćwiczymy Młodą na nocniku od 7 miesiąca. Zawsze załatwia grubszą sprawę rano, więc żeby nie wyszła z wprawy wzięliśmy ze sobą nocnik. Polecam Potette Plus, jest to lekki rozkładany nocnik na który nakłada się jednorazowe woreczki. Nie trzeba go czyścić, a dla starszych dzieci sprawdza się jako nakładka na toaletę. Do najwygodniejszych nie należy, ale w końcu to podróżny nocnik.
  4. Pieluszki do pływania, jak dla mnie hitem jest pieluszka wielorazowa. My ją w tym roku wypróbowaliśmy i jesteśmy bardzo zadowoleni.  Warto przy sobie mieć również kilka jednorazowych pieluszek do pływania.
  5. Elektroniczna niania – sprawdza się gdy rodzice są w pokoju obok lub na tarasie
  6. Chociaż na początek wyjazdu warto zaopatrzyć się w kremy z filtrem, dla dzieci wiadomo 50tka.
  7. Buty do wody – u nas wszystkie dzieciaki zdarły sobie stopy w basenie, żeby tego uniknąć warto im ubierać im buty do wody.
  8. Coś na komary – nie jestem fanką klimy, dlatego często wietrzyliśmy pokój i niestety mieliśmy komary. Naszą Młodą pomimo bransoletek, kremów, itp. pogryzły komary. Moskitiera dopiero dała radę.
  9. Kocyk bambusowy przetestowany przez moją siedmio-miesięczną chrześnicę. W lecie chłodzi, w zimie grzeje i chyba coś w tym jest, bo Mała się nim zakrywała cała w upalne dni. Jak my przetestujemy to damy znać w kolejnym poście.
  10. Warto nagrać jakieś bajki i piosenki na telefon, umilą podróż i nie tylko.
  11. Dla dorosłych:   stik do robienia wspólnych zdjęć i korkociąg dla koneserów wina.

Czego następnym razem bym nie pakowała do bagażu?

  1. Sprzętu do pływania: wzięliśmy ze sobą koło ratunkowe i kamizelkę ratunkową, które zajmowały pół walizki, w rzeczywistości nasza najlepiej się czuła w pływaczkach zakupionych na miejscu.
  2. Założyliśmy małej tylko raz albo dwa strój kąpielowy, o wiele lepiej się sprawdziły majteczki do pływania. Może wezmę następnym razem strój, ale tylko jeden.
  3. Dla całej rodziny do ciepłych krajów nie brałabym tyle ciepłych ciuchów. Wszędzie są sklepy, a to tylko zajmuje miejsce w walizce. Trzeba coś mieć w razie w., ale bez przesady.

Nasze wakacje już się skończyły, a Wy gdzie w tym roku się wybieracie? Może chcecie dodać własne spostrzeżenia.

 

 

Baby Shower po polsku

g

Ten zwyczaj przyszedł do nas ze Stanów Zjednoczonych. Coraz bardziej popularna wśród polskich celebrytów i ogólnie Europejczyków. Impreza organizowana na kilka tygodni przed narodzinami dziecka, może to i lepiej, bo to ostatni gwizdek kiedy przyszła mama ma trochę wolności i czasu tylko dla siebie.

Osobiście początkowo byłam niechętnie nastawiona do Baby Shower, tym bardziej, że nie miałam dziecka, ani się go nie spodziewałam. Brałam udział w kilku przyjęciach i na szczęście jedno było zorganizowane dla mnie, dodam – przyjęcie niespodzianka.

Zmieniłam zdanie na temat Baby Shower po mojej imprezie i narodzinach dziecka. Uważam, że jest to świetna okazja, żeby się spotkać ze znajomymi, zrelaksować się i przez chwile zapomnieć co nas czeka. Kolejnym plusem są prezenty otrzymane w tym dniu oraz świetna zabawa.

Moim zdaniem najlepiej je urządzić Baby Shower w babskim gronie, zostawiając dzieciaki pod opieką mężczyzn, zresztą oni się jeszcze będą mieli okazję spotkać na pępkowym.

Jeśli jesteśmy „obrzydliwie bogaci” mamy szerokie pole do popisu. Natomiast jeżeli liczymy się z groszem najlepiej urządzić taką imprezę w domu. Może to być tak jak w moim przypadku przyjęcie niespodzianka, tylko proszę za bardzo nie zaskakiwać przyszłej mamy, żeby nie doprowadzić do przedwczesnej akcji porodowej.

Każda uczestniczka może przygotować coś do jedzenia i przynieść ze sobą. Jakaś zdolna kobitka może upiec torta lub ciasto. Warto również zadbać o trunki, to że ciężarna nie pije, nie znaczy że reszta ma z tego powodu cierpieć 😉

Dom można udekorować balonami i  dziecięcymi ciuszkami. Dla tych co mają więcej czasu radzę zrobić samemu jakieś dekoracje lub transparent.

Na takiej imprezie nie może zabraknąć prezentów, aby się nie powtarzały warto skorzystać z listy prezentów przygotowanej przez przyszłą mamę. Moim zdaniem strzałem w dziesiątkę jest ręcznie robiony tort z pieluszek i innych dziecięcych gadżetów, a także niezawodne vouchery na zakupy.

Warto pomyśleć o atrakcjach takich jak: kalambury, konkurencje zręcznościowe np. przewijanie pieluszki, quiz, wróżby, domowe SPA,bingo, malowanie brzucha itp. U mnie pojawiły się również karty z życzeniami dla dziecka, które każda z uczestniczek Baby Shower miała wypełnić. Trzymam je do dzisiaj na pamiątkę.

Czas szybko mija na dzieleniu się ciekawymi historiami, radami i doświadczeniami.

Ja osobiście z przeciwniczki Baby Shower stałam się zwolenniczką. Polecam spróbować chociaż raz, najlepiej na własnej skórze. A jakie są Wasze odczucie? Byłyście na takiej imprezie?

Sposoby na przeziębione dziecko

20170506_133400Temat jak dla mnie rzeka, Młoda co 2 tygodnie chora, bo chodzi do przedszkola. Mam jednak nadzieję, że na któreś z Waszych dzieciaków podziała. Ja cały czas się dokształcam w tym temacie i postaram się podzielić się z Wami moimi sposobami.

Mi najlepiej w punktach, no to lecimy:

  1. Na wzmocnienie odporności u dziecka podaję multiwitaminy, z tego co pamiętam są one przeznaczone dopiero dla dzieci powyżej pierwszego roku życia, ale Polska jest bogatym krajem w lekarstwa, więc warto podpytać w aptece. Poniżej roczku podawałam witaminę D i od czasu do czasu sok z wyciśniętych pomarańczy.
  2. Oprócz tego wyczytałam, że warto podawać dzieciom probiotyki, chronią one jelita przed złymi bakteriami, jednak rezultaty są po kilku miesiącach stosowania. Probiotyki można podawać poniżej roczku. w internecie na ten temat różne opinie. Ja osobiście małej codziennie podaję jogurt, a przy kuracji antybiotykowej i kilka dni po probiotyki z apteki.
  3. Przy katarze niezastąpiona jest sól fizjologiczne, pryskamy kilka razy dziennie.
  4. Niedawnym naszym odkryciem jest aspirator do nosa, która podłącza się pod odkurzacz. O ile normalny aspirator nie został zaakceptowany przez dziecko, o tyle ten po kilku płaczliwych próbach “zaprzyjaźnił” się z moim dzieckiem. Uważam, że jest to bardzo dobra metoda, ponieważ małe dziecko nie jest w stanie wydmuchać sobie nosa, a tym samym usunąć tzw. smarki.
  5. Kolejną metodą na katar i kaszel jest inhalator. Na rynku są między innymi dwa typy inhalatorów. Na baterię i na prąd, ja do domowego użytku polecam inhalator na prąd z powodu szybkości i większej mocy. Inhalator na baterię sprawdza się w podróży ponieważ zajmuje mniej miejsca i mniej waży. Czym inhalować? Do niedawna inhalowałam solą fizjologiczną, którą można w aptece dostać bez recepty. Jednak na silniejsze przeziębienie objawiające się gęstym katarem i silnym, suchym kaszlem polecono nam roztwór hipertoniczny z kwasem hialuronowym (Nabu Dose). Jesteśmy na etapie testowania, dopiero pierwszy dzień, ale jak poszperacie w internecie to naprawdę ma dobre opinie. W aptece (polskiej) bez recepty. Ważna sprawa, inhalacje podajemy do godziny 17stej, żeby dziecko nie miało duszności w nocy.
  6. Kiedy Młoda ma katar, jak śpi, pod materac kładę jej poduszkę, tak, żeby nie spała na płasko i katar mógł swobodnie spływać.
  7. Syropy – poniżej roku mały wybór, powyżej troszkę większy. Syropy wykrztuśne podawać kilka godzin przed snem, żeby się dziecko  wykaszlało przed snem.
  8. Maści rozgrzewające – smarować plecki i stopki. Nie wiem czy pomagają, ale my stosujemy. Nie stosujemy przy gorączce.
  9. Olejki do inhalacji – przy łóżku dziecka w bezpiecznej odległości kładę mały kubeczek z gorącą wodą i kilkoma kroplami olbas, żeby jej się lepiej oddychało.
  10. Spraje do nosa – skonsultować z lekarzem rodzinnym.
  11. U nas podejrzewali ostatnio alergię u dziecka – dlatego dostała leki przeciwalergiczne.
  12. Przy ząbkowaniu dzieci często się ślinią, wkładają rączki i inne przedmioty do buzi, a co za tym idzie chore gardełko i większa podatność na infekcje. Zaczęliśmy stosować spray dezynfekujący do gardła.
  13. Nie przegrzewanie dziecka – najlepiej je ubrać na cebulkę. Pamiętać o zasadzie jak mi jest ciepło, tak samo też dziecku. A dla ciepłolubnych, że mi jest zimno to nie znaczy,że dziecku.
  14. Codzienne spacery – oczywiście nie przy gorączce.
  15. Hartowanie dziecka – kiedy jest zdrowe.
  16. Częste wietrzenie mieszkania/domu, zwłaszcza przed snem.
  17. Odpowiednia temperatura w domu –  od 19stu do maksymalnie 21 stopni.
  18. Zastanawiam się również nad odświeżaczem – oczyszczaczem powietrza, to moja ostatnia deska ratunku.

Podsumowując irlandzcy lekarze zazwyczaj zalecają mojemu dziecku lek przeciwgorączkowy i sól fizjologiczną przy przeziębieniu. Polscy mają większe pole do manewru. Z drugiej strony nie chcę jej faszerować antybiotykami, ale czasami tylko to pomaga.

Asia chodzi do przedszkola, więc pewno stamtąd łapie częste infekcje. W dodatku ząbkuje, aktualnie tylne zęby wychodzą i naprawdę dają jej w kość.

Rozpisałam się tutaj o różnych metodach, jednak jak wspominałam my nie znaleźliśmy cudownego środka.W dodatku jak Młoda łapała, to zaraz i ja. Całą zimę byłyśmy chore, nadzieja w lecie.

Podzielcie się swoimi doświadczeniami. Wasze dzieci też tak chorują? Jakie są Wasze sposoby walki z przeziębieniem?

Trzymajcie się zdrowo !!!

 

Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

20170330_161655

My mieszkamy w Irlandii, więc realia są troszeczkę inne niż w Polsce. Pozwolę sobie pokrótce przybliżyć te różnice.

W Polsce kobiety w ciąży często idą i to wcześnie na chorobowy, opłaca im się to, dostają z tego co wiem prawie całą pensję. W Irlandii, jeżeli nie ma zagrożenia dla życia dziecka, przyszła mama pracuje jak najdłużej i zaczyna swój urlop macierzyński zazwyczaj 2 tygodnie przed porodem. Chorobowe jest płatne dopiero powyżej 2 tygodni niedyspozycji i jest to stała stawka, zazwyczaj niższa niż normalna pensja.

Płatny macierzyński w Polsce trwa rok, w Irlandii 3 miesiące z możliwością przedłużenia do prawie sześciu miesięcy. Wiadomo zawsze mogłoby być gorzej, tak jak w USA gdzie młode mamy mają tylko 2 tygodnie urlopu macierzyńskiego.

Każda mama, obojętnie gdzie mieszka, prędzej czy później musi podjać decyzję, czy wrócić do pracy, czy zostać w domu z dzieckiem. Bierze wtedy pod uwagę kilka czynników, przede wszystkim dobro dziecka i aspekt finansowy.

Czy damy radę? Kto się zajmie dzieckiem, jak wrócę do pracy? Czy nie za wcześniej? Może zostać w domu? Czy dziecko sobie poradzi? I wiele innych pytań nasuwa się w głowie i nurtuje każdą z nas.

Warto się zastanowić, co nam się bardziej opłaca, powrót do pracy, czy pozostanie z dzieckiem w domu. Jeśli to pierwsze, kto się zaopiekuje naszą pociechą, gdy my będziemy w pracy. Tutaj opcji jest kilka:

  • praca zmianowa – możemy wymieniać się z partnerem; jeden pracuje, drugi siedzi z dzieckiem w domu i na zmianę. Plusem jest to, że nie ponosimy dodatkowo kosztów na opiekę, minusem rzadko się widujemy i trudno nam wypocząć po nocnej zmianie;
  • babcia, dziadek, rodzina – moim zdaniem jedna z lepszych opcji, ponieważ mamy zaufanie do najbliższych, wiemy, że dziecko jest w dobrych rękach;
  • niania – przeze mnie nie przetestowana, są różne nianie i różne historie, moim zdaniem im lepiej im płacisz, tym lepiej zajmują się Twoją pociechą. Mnie niestety na dobrą nianię nie było stać.
  • żłobek – plusem jest kontakt z dziećmi i praca w grupie, największym minusem choroby, które dzieci sobie przekazują.

Radzę zrobić sobie kalkulację kosztową, wypisać za i przeciw, przeanalizować wyniki i wybrać najlepsze rozwiązanie. Łatwo się mówi, prawda:) Opowiem Wam teraz moją historię.

Też przez to przechodziłam i z bólem serca zostawiałam moje maleństwo. Ja, jako wydaje mi jedna z nielicznych mam w Irlandii, wróciłam do pracy gdy mała miała prawie 6 miesięcy. Jak już wspominałam mieszkamy za granicą z dala od rodziny. Jednak żeby mój powrót do pracy nie był tak drastyczny, poprosiłam mojego tatę o pomoc. Miałam wiele obaw, martwiłam się na początku, że będę o niej cały czas myśleć i płakać. Początki były ciężkie, nie powiem, jednak z czasem praca stała się dla mnie odskocznią. Wiem, że to dziwne, ale idę do niej z przyjemnością i ładuję baterię. Wracam stęskniona i szczęśliwa do zadowolonej i szczęśliwej córki. I tak nam mija tydzień za tygodniem.

Wróciłam do pracy na 3 dni w tygodniu, co uważam za idealne rozwiązanie na początek. Przyjechał do nas na 1.5 miesiąca moj tata i opiekował się wnuczką bardzo dobrze, czasami do przesady 🙂 Młoda miała zapewnione spacery, zabawę i wszystko czego tylko pragnęła. Dodatkowo tata pomagał mi w domu i był moim życiowym towarzyszem, gdy męża nie było w domu. Tata z nami mieszkał, co na dłuższą metę nie jest dobrym rozwiazaniem, ale daliśmy radę i do dziś pozostajemy w dobrych relacjach.

Ten czas nam szybko minął i trzeba było szukać dalej.Odwiedzilam kilka przedszkoli zanim ostatecznie podjeliśmy decyzje. Na szczescie w mojej okolicy otworzyło się polskie domowe przedszkole. Dzieciaki były troszke starsze od mojej, ale dzięki temu miała się od kogo uczyć i obserwować.Nasza córa mając 7m-cy poszła do przedszkola,nie protestowala,nie płakała,wręcz przeciwnie bardzo sie cieszyła.Dzieciaki ją zaakceptowaly,a mi kamień z serca spadł widząc ją taką szcześliwą.

Integruje się z dziećmi,rozwija się,bawi, wraca wykończona,ale uradowana. Jedynym minusem są częste choroby,które łapie od innych.Co jakieś 2 tygodnie jest przeziebiona,my zresztą też. Miejmy nadzieję,że wkrótce jej odporność się wzocni i nie będzie tak czesto chorować.Często mam dylemat czy nie lepiej by było gdyby opiekowała sie nią niania,ale widząc ją szcześliwą w przedszkolu,nie mam sumienia jej tego zrobić.

Wybór przedszkola jest rownież ważny.Jak już wspominałam myśmy zdecydowali sie na domowe przedszkole ze wzgledu na atmosferę i małą liczbę dzieci,ktora intensywnie się powiększa. Kolejnym kryterium byl język polski. W przedszkolu panuje rodzinny klimat, każde dziecko jest traktowane indywidualnie.Dzieciaki mają codzień inne zajęcia (prace plastyczne,zumba,gimnastyka,logopeda i wiele innych ).Moja narazie nie bierze w wiekszości zajęć udziału, ale dużo obserwuje i powoli naśladuje dzieci.Prawie codziennie zamieszczane sa zdjęcia na facebooku,więc można podejrzeć swoją latorośl i pochwalic sie najbliższym.Panie są wykwalifikowane i z bagażem doswiadczeń,widać,że to jest ich pasja.Życzę każdemu z Was takiego przedszkola/żłobka.

Dla mnie to idealne rozwiazanie.Wiem,że każde z nas się realizuje, spełnia i ma trochę luzu.

A jaka jest Wasza historia?Wrociłyście do pracy czy siedzicie w domu?Odpowiedzcie sobie na pytanie,jesteście szcześliwe?Ja tak,jeśli Wy nie to najwyższy czas na zmiany.

Kasza Bulgur z warzywami dla dzieci

Jak wiadomo kasze są bardzo zdrowe i ważne w diecie dziecka. Ja ostatnio wyczaiłam w sklepie kaszę bulgur, która ma bardzo dużo wartości odżywczych. Nigdzie nie mogłam znaleźć informacji od kiedy się podaje ten rodzaj kaszy dzieciom. Jako, że większość kasz wprowadza się do diety dziecka po pierwszym roku życia postanowiłam zaryzykować.

Oto mój przepis na Kaszę Bulgur

Składniki:

  • garść kaszy bulgur
  • pół kostki warzywnej dla niemowlaków
  • pół marchewki
  • pół pietruszki
  • połowa brokuła
  • natka pietruszki
  • jajko
  • kawałek pory i selera

Sposób przygotowania:

Jajko gotujemy na twardo i obieramy ze skorupki. W międzyczasie obieramy wszystkie warzywa i kroimy na mniejsze kawałki. Kaszę płuczemy na sicie i gotujemy osobno według zaleceń na opakowaniu. Do garnka wlewamy wodę, dodajemy wszystkie warzywa oprócz brokuła i natki pietruszki i gotujemy. Po 5 minutach dodajemy kostkę rosołowa, po 10 minutach brokuła. Jeżeli nie masz w domu kostki rosołowej można dodać kawałek masła lub oliwę z oliwek. Upewniamy się, że woda zakrywa wszystkie składniki w garnku. Gotujemy warzywa i kaszę do miękkości, na koniec łączymy je ze sobą. W zależności jakie dziecko zjada obiadki, przygotowujemy odpowiednią konsystencję. My troszeczkę rozdrabniamy wszystko w blenderze.  Posypujemy pokrojoną natką pietruszki. Można również dodać trochę śmietany dzieciom powyżej pierwszego roku życia.

Młoda dzisiaj jadła pierwszy raz moje autorskie danie i aż jej się uszy trzęsły. Mam nadzieję, że Waszym pociechom też zasmakuje.