Sposoby na przeziębione dziecko

20170506_133400Temat jak dla mnie rzeka, Młoda co 2 tygodnie chora, bo chodzi do przedszkola. Mam jednak nadzieję, że na któreś z Waszych dzieciaków podziała. Ja cały czas się dokształcam w tym temacie i postaram się podzielić się z Wami moimi sposobami.

Mi najlepiej w punktach, no to lecimy:

  1. Na wzmocnienie odporności u dziecka podaję multiwitaminy, z tego co pamiętam są one przeznaczone dopiero dla dzieci powyżej pierwszego roku życia, ale Polska jest bogatym krajem w lekarstwa, więc warto podpytać w aptece. Poniżej roczku podawałam witaminę D i od czasu do czasu sok z wyciśniętych pomarańczy.
  2. Oprócz tego wyczytałam, że warto podawać dzieciom probiotyki, chronią one jelita przed złymi bakteriami, jednak rezultaty są po kilku miesiącach stosowania. Probiotyki można podawać poniżej roczku. w internecie na ten temat różne opinie. Ja osobiście małej codziennie podaję jogurt, a przy kuracji antybiotykowej i kilka dni po probiotyki z apteki.
  3. Przy katarze niezastąpiona jest sól fizjologiczne, pryskamy kilka razy dziennie.
  4. Niedawnym naszym odkryciem jest aspirator do nosa, która podłącza się pod odkurzacz. O ile normalny aspirator nie został zaakceptowany przez dziecko, o tyle ten po kilku płaczliwych próbach “zaprzyjaźnił” się z moim dzieckiem. Uważam, że jest to bardzo dobra metoda, ponieważ małe dziecko nie jest w stanie wydmuchać sobie nosa, a tym samym usunąć tzw. smarki.
  5. Kolejną metodą na katar i kaszel jest inhalator. Na rynku są między innymi dwa typy inhalatorów. Na baterię i na prąd, ja do domowego użytku polecam inhalator na prąd z powodu szybkości i większej mocy. Inhalator na baterię sprawdza się w podróży ponieważ zajmuje mniej miejsca i mniej waży. Czym inhalować? Do niedawna inhalowałam solą fizjologiczną, którą można w aptece dostać bez recepty. Jednak na silniejsze przeziębienie objawiające się gęstym katarem i silnym, suchym kaszlem polecono nam roztwór hipertoniczny z kwasem hialuronowym (Nabu Dose). Jesteśmy na etapie testowania, dopiero pierwszy dzień, ale jak poszperacie w internecie to naprawdę ma dobre opinie. W aptece (polskiej) bez recepty. Ważna sprawa, inhalacje podajemy do godziny 17stej, żeby dziecko nie miało duszności w nocy.
  6. Kiedy Młoda ma katar, jak śpi, pod materac kładę jej poduszkę, tak, żeby nie spała na płasko i katar mógł swobodnie spływać.
  7. Syropy – poniżej roku mały wybór, powyżej troszkę większy. Syropy wykrztuśne podawać kilka godzin przed snem, żeby się dziecko  wykaszlało przed snem.
  8. Maści rozgrzewające – smarować plecki i stopki. Nie wiem czy pomagają, ale my stosujemy. Nie stosujemy przy gorączce.
  9. Olejki do inhalacji – przy łóżku dziecka w bezpiecznej odległości kładę mały kubeczek z gorącą wodą i kilkoma kroplami olbas, żeby jej się lepiej oddychało.
  10. Spraje do nosa – skonsultować z lekarzem rodzinnym.
  11. U nas podejrzewali ostatnio alergię u dziecka – dlatego dostała leki przeciwalergiczne.
  12. Przy ząbkowaniu dzieci często się ślinią, wkładają rączki i inne przedmioty do buzi, a co za tym idzie chore gardełko i większa podatność na infekcje. Zaczęliśmy stosować spray dezynfekujący do gardła.
  13. Nie przegrzewanie dziecka – najlepiej je ubrać na cebulkę. Pamiętać o zasadzie jak mi jest ciepło, tak samo też dziecku. A dla ciepłolubnych, że mi jest zimno to nie znaczy,że dziecku.
  14. Codzienne spacery – oczywiście nie przy gorączce.
  15. Hartowanie dziecka – kiedy jest zdrowe.
  16. Częste wietrzenie mieszkania/domu, zwłaszcza przed snem.
  17. Odpowiednia temperatura w domu –  od 19stu do maksymalnie 21 stopni.
  18. Zastanawiam się również nad odświeżaczem – oczyszczaczem powietrza, to moja ostatnia deska ratunku.

Podsumowując irlandzcy lekarze zazwyczaj zalecają mojemu dziecku lek przeciwgorączkowy i sól fizjologiczną przy przeziębieniu. Polscy mają większe pole do manewru. Z drugiej strony nie chcę jej faszerować antybiotykami, ale czasami tylko to pomaga.

Asia chodzi do przedszkola, więc pewno stamtąd łapie częste infekcje. W dodatku ząbkuje, aktualnie tylne zęby wychodzą i naprawdę dają jej w kość.

Rozpisałam się tutaj o różnych metodach, jednak jak wspominałam my nie znaleźliśmy cudownego środka.W dodatku jak Młoda łapała, to zaraz i ja. Całą zimę byłyśmy chore, nadzieja w lecie.

Podzielcie się swoimi doświadczeniami. Wasze dzieci też tak chorują? Jakie są Wasze sposoby walki z przeziębieniem?

Trzymajcie się zdrowo !!!

 

Advertisements

Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

20170330_161655

My mieszkamy w Irlandii, więc realia są troszeczkę inne niż w Polsce. Pozwolę sobie pokrótce przybliżyć te różnice.

W Polsce kobiety w ciąży często idą i to wcześnie na chorobowy, opłaca im się to, dostają z tego co wiem prawie całą pensję. W Irlandii, jeżeli nie ma zagrożenia dla życia dziecka, przyszła mama pracuje jak najdłużej i zaczyna swój urlop macierzyński zazwyczaj 2 tygodnie przed porodem. Chorobowe jest płatne dopiero powyżej 2 tygodni niedyspozycji i jest to stała stawka, zazwyczaj niższa niż normalna pensja.

Płatny macierzyński w Polsce trwa rok, w Irlandii 3 miesiące z możliwością przedłużenia do prawie sześciu miesięcy. Wiadomo zawsze mogłoby być gorzej, tak jak w USA gdzie młode mamy mają tylko 2 tygodnie urlopu macierzyńskiego.

Każda mama, obojętnie gdzie mieszka, prędzej czy później musi podjać decyzję, czy wrócić do pracy, czy zostać w domu z dzieckiem. Bierze wtedy pod uwagę kilka czynników, przede wszystkim dobro dziecka i aspekt finansowy.

Czy damy radę? Kto się zajmie dzieckiem, jak wrócę do pracy? Czy nie za wcześniej? Może zostać w domu? Czy dziecko sobie poradzi? I wiele innych pytań nasuwa się w głowie i nurtuje każdą z nas.

Warto się zastanowić, co nam się bardziej opłaca, powrót do pracy, czy pozostanie z dzieckiem w domu. Jeśli to pierwsze, kto się zaopiekuje naszą pociechą, gdy my będziemy w pracy. Tutaj opcji jest kilka:

  • praca zmianowa – możemy wymieniać się z partnerem; jeden pracuje, drugi siedzi z dzieckiem w domu i na zmianę. Plusem jest to, że nie ponosimy dodatkowo kosztów na opiekę, minusem rzadko się widujemy i trudno nam wypocząć po nocnej zmianie;
  • babcia, dziadek, rodzina – moim zdaniem jedna z lepszych opcji, ponieważ mamy zaufanie do najbliższych, wiemy, że dziecko jest w dobrych rękach;
  • niania – przeze mnie nie przetestowana, są różne nianie i różne historie, moim zdaniem im lepiej im płacisz, tym lepiej zajmują się Twoją pociechą. Mnie niestety na dobrą nianię nie było stać.
  • żłobek – plusem jest kontakt z dziećmi i praca w grupie, największym minusem choroby, które dzieci sobie przekazują.

Radzę zrobić sobie kalkulację kosztową, wypisać za i przeciw, przeanalizować wyniki i wybrać najlepsze rozwiązanie. Łatwo się mówi, prawda:) Opowiem Wam teraz moją historię.

Też przez to przechodziłam i z bólem serca zostawiałam moje maleństwo. Ja, jako wydaje mi jedna z nielicznych mam w Irlandii, wróciłam do pracy gdy mała miała prawie 6 miesięcy. Jak już wspominałam mieszkamy za granicą z dala od rodziny. Jednak żeby mój powrót do pracy nie był tak drastyczny, poprosiłam mojego tatę o pomoc. Miałam wiele obaw, martwiłam się na początku, że będę o niej cały czas myśleć i płakać. Początki były ciężkie, nie powiem, jednak z czasem praca stała się dla mnie odskocznią. Wiem, że to dziwne, ale idę do niej z przyjemnością i ładuję baterię. Wracam stęskniona i szczęśliwa do zadowolonej i szczęśliwej córki. I tak nam mija tydzień za tygodniem.

Wróciłam do pracy na 3 dni w tygodniu, co uważam za idealne rozwiązanie na początek. Przyjechał do nas na 1.5 miesiąca moj tata i opiekował się wnuczką bardzo dobrze, czasami do przesady 🙂 Młoda miała zapewnione spacery, zabawę i wszystko czego tylko pragnęła. Dodatkowo tata pomagał mi w domu i był moim życiowym towarzyszem, gdy męża nie było w domu. Tata z nami mieszkał, co na dłuższą metę nie jest dobrym rozwiazaniem, ale daliśmy radę i do dziś pozostajemy w dobrych relacjach.

Ten czas nam szybko minął i trzeba było szukać dalej.Odwiedzilam kilka przedszkoli zanim ostatecznie podjeliśmy decyzje. Na szczescie w mojej okolicy otworzyło się polskie domowe przedszkole. Dzieciaki były troszke starsze od mojej, ale dzięki temu miała się od kogo uczyć i obserwować.Nasza córa mając 7m-cy poszła do przedszkola,nie protestowala,nie płakała,wręcz przeciwnie bardzo sie cieszyła.Dzieciaki ją zaakceptowaly,a mi kamień z serca spadł widząc ją taką szcześliwą.

Integruje się z dziećmi,rozwija się,bawi, wraca wykończona,ale uradowana. Jedynym minusem są częste choroby,które łapie od innych.Co jakieś 2 tygodnie jest przeziebiona,my zresztą też. Miejmy nadzieję,że wkrótce jej odporność się wzocni i nie będzie tak czesto chorować.Często mam dylemat czy nie lepiej by było gdyby opiekowała sie nią niania,ale widząc ją szcześliwą w przedszkolu,nie mam sumienia jej tego zrobić.

Wybór przedszkola jest rownież ważny.Jak już wspominałam myśmy zdecydowali sie na domowe przedszkole ze wzgledu na atmosferę i małą liczbę dzieci,ktora intensywnie się powiększa. Kolejnym kryterium byl język polski. W przedszkolu panuje rodzinny klimat, każde dziecko jest traktowane indywidualnie.Dzieciaki mają codzień inne zajęcia (prace plastyczne,zumba,gimnastyka,logopeda i wiele innych ).Moja narazie nie bierze w wiekszości zajęć udziału, ale dużo obserwuje i powoli naśladuje dzieci.Prawie codziennie zamieszczane sa zdjęcia na facebooku,więc można podejrzeć swoją latorośl i pochwalic sie najbliższym.Panie są wykwalifikowane i z bagażem doswiadczeń,widać,że to jest ich pasja.Życzę każdemu z Was takiego przedszkola/żłobka.

Dla mnie to idealne rozwiazanie.Wiem,że każde z nas się realizuje, spełnia i ma trochę luzu.

A jaka jest Wasza historia?Wrociłyście do pracy czy siedzicie w domu?Odpowiedzcie sobie na pytanie,jesteście szcześliwe?Ja tak,jeśli Wy nie to najwyższy czas na zmiany.

Kasza Bulgur z warzywami dla dzieci

Jak wiadomo kasze są bardzo zdrowe i ważne w diecie dziecka. Ja ostatnio wyczaiłam w sklepie kaszę bulgur, która ma bardzo dużo wartości odżywczych. Nigdzie nie mogłam znaleźć informacji od kiedy się podaje ten rodzaj kaszy dzieciom. Jako, że większość kasz wprowadza się do diety dziecka po pierwszym roku życia postanowiłam zaryzykować.

Oto mój przepis na Kaszę Bulgur

Składniki:

  • garść kaszy bulgur
  • pół kostki warzywnej dla niemowlaków
  • pół marchewki
  • pół pietruszki
  • połowa brokuła
  • natka pietruszki
  • jajko
  • kawałek pory i selera

Sposób przygotowania:

Jajko gotujemy na twardo i obieramy ze skorupki. W międzyczasie obieramy wszystkie warzywa i kroimy na mniejsze kawałki. Kaszę płuczemy na sicie i gotujemy osobno według zaleceń na opakowaniu. Do garnka wlewamy wodę, dodajemy wszystkie warzywa oprócz brokuła i natki pietruszki i gotujemy. Po 5 minutach dodajemy kostkę rosołowa, po 10 minutach brokuła. Jeżeli nie masz w domu kostki rosołowej można dodać kawałek masła lub oliwę z oliwek. Upewniamy się, że woda zakrywa wszystkie składniki w garnku. Gotujemy warzywa i kaszę do miękkości, na koniec łączymy je ze sobą. W zależności jakie dziecko zjada obiadki, przygotowujemy odpowiednią konsystencję. My troszeczkę rozdrabniamy wszystko w blenderze.  Posypujemy pokrojoną natką pietruszki. Można również dodać trochę śmietany dzieciom powyżej pierwszego roku życia.

Młoda dzisiaj jadła pierwszy raz moje autorskie danie i aż jej się uszy trzęsły. Mam nadzieję, że Waszym pociechom też zasmakuje.