Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

20170330_161655

My mieszkamy w Irlandii, więc realia są troszeczkę inne niż w Polsce. Pozwolę sobie pokrótce przybliżyć te różnice.

W Polsce kobiety w ciąży często idą i to wcześnie na chorobowy, opłaca im się to, dostają z tego co wiem prawie całą pensję. W Irlandii, jeżeli nie ma zagrożenia dla życia dziecka, przyszła mama pracuje jak najdłużej i zaczyna swój urlop macierzyński zazwyczaj 2 tygodnie przed porodem. Chorobowe jest płatne dopiero powyżej 2 tygodni niedyspozycji i jest to stała stawka, zazwyczaj niższa niż normalna pensja.

Płatny macierzyński w Polsce trwa rok, w Irlandii 3 miesiące z możliwością przedłużenia do prawie sześciu miesięcy. Wiadomo zawsze mogłoby być gorzej, tak jak w USA gdzie młode mamy mają tylko 2 tygodnie urlopu macierzyńskiego.

Każda mama, obojętnie gdzie mieszka, prędzej czy później musi podjać decyzję, czy wrócić do pracy, czy zostać w domu z dzieckiem. Bierze wtedy pod uwagę kilka czynników, przede wszystkim dobro dziecka i aspekt finansowy.

Czy damy radę? Kto się zajmie dzieckiem, jak wrócę do pracy? Czy nie za wcześniej? Może zostać w domu? Czy dziecko sobie poradzi? I wiele innych pytań nasuwa się w głowie i nurtuje każdą z nas.

Warto się zastanowić, co nam się bardziej opłaca, powrót do pracy, czy pozostanie z dzieckiem w domu. Jeśli to pierwsze, kto się zaopiekuje naszą pociechą, gdy my będziemy w pracy. Tutaj opcji jest kilka:

  • praca zmianowa – możemy wymieniać się z partnerem; jeden pracuje, drugi siedzi z dzieckiem w domu i na zmianę. Plusem jest to, że nie ponosimy dodatkowo kosztów na opiekę, minusem rzadko się widujemy i trudno nam wypocząć po nocnej zmianie;
  • babcia, dziadek, rodzina – moim zdaniem jedna z lepszych opcji, ponieważ mamy zaufanie do najbliższych, wiemy, że dziecko jest w dobrych rękach;
  • niania – przeze mnie nie przetestowana, są różne nianie i różne historie, moim zdaniem im lepiej im płacisz, tym lepiej zajmują się Twoją pociechą. Mnie niestety na dobrą nianię nie było stać.
  • żłobek – plusem jest kontakt z dziećmi i praca w grupie, największym minusem choroby, które dzieci sobie przekazują.

Radzę zrobić sobie kalkulację kosztową, wypisać za i przeciw, przeanalizować wyniki i wybrać najlepsze rozwiązanie. Łatwo się mówi, prawda:) Opowiem Wam teraz moją historię.

Też przez to przechodziłam i z bólem serca zostawiałam moje maleństwo. Ja, jako wydaje mi jedna z nielicznych mam w Irlandii, wróciłam do pracy gdy mała miała prawie 6 miesięcy. Jak już wspominałam mieszkamy za granicą z dala od rodziny. Jednak żeby mój powrót do pracy nie był tak drastyczny, poprosiłam mojego tatę o pomoc. Miałam wiele obaw, martwiłam się na początku, że będę o niej cały czas myśleć i płakać. Początki były ciężkie, nie powiem, jednak z czasem praca stała się dla mnie odskocznią. Wiem, że to dziwne, ale idę do niej z przyjemnością i ładuję baterię. Wracam stęskniona i szczęśliwa do zadowolonej i szczęśliwej córki. I tak nam mija tydzień za tygodniem.

Wróciłam do pracy na 3 dni w tygodniu, co uważam za idealne rozwiązanie na początek. Przyjechał do nas na 1.5 miesiąca moj tata i opiekował się wnuczką bardzo dobrze, czasami do przesady 🙂 Młoda miała zapewnione spacery, zabawę i wszystko czego tylko pragnęła. Dodatkowo tata pomagał mi w domu i był moim życiowym towarzyszem, gdy męża nie było w domu. Tata z nami mieszkał, co na dłuższą metę nie jest dobrym rozwiazaniem, ale daliśmy radę i do dziś pozostajemy w dobrych relacjach.

Ten czas nam szybko minął i trzeba było szukać dalej.Odwiedzilam kilka przedszkoli zanim ostatecznie podjeliśmy decyzje. Na szczescie w mojej okolicy otworzyło się polskie domowe przedszkole. Dzieciaki były troszke starsze od mojej, ale dzięki temu miała się od kogo uczyć i obserwować.Nasza córa mając 7m-cy poszła do przedszkola,nie protestowala,nie płakała,wręcz przeciwnie bardzo sie cieszyła.Dzieciaki ją zaakceptowaly,a mi kamień z serca spadł widząc ją taką szcześliwą.

Integruje się z dziećmi,rozwija się,bawi, wraca wykończona,ale uradowana. Jedynym minusem są częste choroby,które łapie od innych.Co jakieś 2 tygodnie jest przeziebiona,my zresztą też. Miejmy nadzieję,że wkrótce jej odporność się wzocni i nie będzie tak czesto chorować.Często mam dylemat czy nie lepiej by było gdyby opiekowała sie nią niania,ale widząc ją szcześliwą w przedszkolu,nie mam sumienia jej tego zrobić.

Wybór przedszkola jest rownież ważny.Jak już wspominałam myśmy zdecydowali sie na domowe przedszkole ze wzgledu na atmosferę i małą liczbę dzieci,ktora intensywnie się powiększa. Kolejnym kryterium byl język polski. W przedszkolu panuje rodzinny klimat, każde dziecko jest traktowane indywidualnie.Dzieciaki mają codzień inne zajęcia (prace plastyczne,zumba,gimnastyka,logopeda i wiele innych ).Moja narazie nie bierze w wiekszości zajęć udziału, ale dużo obserwuje i powoli naśladuje dzieci.Prawie codziennie zamieszczane sa zdjęcia na facebooku,więc można podejrzeć swoją latorośl i pochwalic sie najbliższym.Panie są wykwalifikowane i z bagażem doswiadczeń,widać,że to jest ich pasja.Życzę każdemu z Was takiego przedszkola/żłobka.

Dla mnie to idealne rozwiazanie.Wiem,że każde z nas się realizuje, spełnia i ma trochę luzu.

A jaka jest Wasza historia?Wrociłyście do pracy czy siedzicie w domu?Odpowiedzcie sobie na pytanie,jesteście szcześliwe?Ja tak,jeśli Wy nie to najwyższy czas na zmiany.

Advertisements

Kasza Bulgur z warzywami dla dzieci

Jak wiadomo kasze są bardzo zdrowe i ważne w diecie dziecka. Ja ostatnio wyczaiłam w sklepie kaszę bulgur, która ma bardzo dużo wartości odżywczych. Nigdzie nie mogłam znaleźć informacji od kiedy się podaje ten rodzaj kaszy dzieciom. Jako, że większość kasz wprowadza się do diety dziecka po pierwszym roku życia postanowiłam zaryzykować.

Oto mój przepis na Kaszę Bulgur

Składniki:

  • garść kaszy bulgur
  • pół kostki warzywnej dla niemowlaków
  • pół marchewki
  • pół pietruszki
  • połowa brokuła
  • natka pietruszki
  • jajko
  • kawałek pory i selera

Sposób przygotowania:

Jajko gotujemy na twardo i obieramy ze skorupki. W międzyczasie obieramy wszystkie warzywa i kroimy na mniejsze kawałki. Kaszę płuczemy na sicie i gotujemy osobno według zaleceń na opakowaniu. Do garnka wlewamy wodę, dodajemy wszystkie warzywa oprócz brokuła i natki pietruszki i gotujemy. Po 5 minutach dodajemy kostkę rosołowa, po 10 minutach brokuła. Jeżeli nie masz w domu kostki rosołowej można dodać kawałek masła lub oliwę z oliwek. Upewniamy się, że woda zakrywa wszystkie składniki w garnku. Gotujemy warzywa i kaszę do miękkości, na koniec łączymy je ze sobą. W zależności jakie dziecko zjada obiadki, przygotowujemy odpowiednią konsystencję. My troszeczkę rozdrabniamy wszystko w blenderze.  Posypujemy pokrojoną natką pietruszki. Można również dodać trochę śmietany dzieciom powyżej pierwszego roku życia.

Młoda dzisiaj jadła pierwszy raz moje autorskie danie i aż jej się uszy trzęsły. Mam nadzieję, że Waszym pociechom też zasmakuje.

Pierwsze Urodziny

Jesteśmy akurat po pierwszych urodzinach naszej córeczki, więc na świeżo postanowiłam o tym napisać. Zanim zabrałam się do ich organizacji trochę poserfowałam po internecie. Oczywiście, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik warto rozpocząć przygotowania z wyprzedzeniem. 

Oto jedne z ważniejszych punktów tej uroczystości:

  1. MIEJSCE – Myślę, że najlepiej zorganizować przyjęcie w domu, gdzie dziecko się czuje najbezpieczniej.  Tego dnia wystarczająco będzie miało wrażeń, więc nie ma sensu fundować mu dodatkowych.
  2. LISTA GOŚCI I CZAS – my listę gości uzależniliśmy od możliwości pomieszczenia ich w salonie. Chciałam żeby każdy się czuł w miarę swobodnie. Najlepiej żeby solenizantka się wyspała przed całym wydarzeniem, warto więc ustalić godzinę rozpoczęcia po drzemce dziecka. U nas była to godzina 15sta.
  3. UBIÓR – wiem, że to oklepane na maksa, ale dziewczynki przesłodko wyglądają w różu. Córa miała sukienkę w kolorze pudrowego różu, a ja z mężem różowe T-shirty. Ważne żebyśmy się czuli swobodnie, nie byliśmy wystrojeni, ale wyglądaliśmy odświętnie. Młodą zaraz po torcie przebrałam w wygodną, bawełnianą sukieneczkę.
  4. DEKORACJA – część zrobiona własnoręcznie (mam nadzieję, że z roku na rok będzie lepiej); część zakupiona w sklepie.
    • Kupione: baner z napisem HAPPY BIRTHDAY i balony.
    • DIY: kartonowa cyfra jeden (inspiracja z youtube); kwiatki z bibuły (youtube); napis z imieniem dziecka (na podstawkę styropianowa nakleiłam wydrukowana kartkę z imieniem dziecka i przykleiłam na gorący klej różyczki).Poniżej wklejam zdjęcia co po niektórych.
  5. ROZPOCZĘCIE – na początku zaprosiliśmy wszystkich na sesję zdjęciową. Zamówiłam z internetu kartonowe szablony, które mocuje się do drewnianych patyczków, a następnie przykłada do twarzy lub innych części ciała. Można porobić zdjęcia grupowe, osobno każdej rodzinie, dzieciakom, opcji jest wiele. Generalnie fajna zabawa i ciekawa pamiątka.
  6. FILM –  zmontowałam film przedstawiający rok życia córki. Była to kombinacja zdjęć i krótkich filmików. Puściliśmy go podczas uroczystości. Jako, że mieszkamy daleko od rodziny, mamy zamiar go im pokazać przy najbliższej wizycie w Polsce. Program do montażu w kolejnym moim poście. 
  7. DLA NAJMŁODSZYCH – z myślą o najmłodszych przygotowaliśmy kącik  z zabawkami. Każdy z nich dostał mały podarunek (puzzle i ludzika), które umiliły im ten wieczór.
  8. WRÓŻBA – przed dzieckiem ustawia się przedmioty, które symbolizują przyszły zawód/zajęcie dziecka. Może to być RÓŻANIEC – duchowny, KSIĄŻKA – naukowiec, TERMOMETR – lekarz, PIENIĄDZ – biznesmen, KIELISZEK – pijak, GRZEBIEŃ – fryzjer. Najlepiej ustawić maksymalnie 5 przedmiotów i sfotografować na pamiątkę wybór dziecka.
  9. PREZENTY – tutaj moim zdaniem temat rzeka, wybór w sklepach jest ogromny. Dla niechodzących dzieci, dobrym rozwiązaniem jest chodzik np. wózek dla lalki. Przydatne są również klocki, najlepiej piankowe, żeby dziecko nie zrobiło sobie krzywdy. Moja Młoda najbardziej była zadowolona z huśtawki, która mogłyśmy powiesić w domu.

Mam nadzieję, że podsunęłam Wam trochę pomysłów. A może Wy macie jakieś ciekawe rozwiązania, spostrzeżenia lub pytania dotyczące przyjęcia urodzinowego? Komentujcie, czekam z niecierpliwością.

Helo, jest tam kto!

IMG-20170321-WA0000

Mój pierwszy post, narazie piszę do siebie 🙂

Mam na imię Ewa, jestem 33 latką, szczęśliwą mamą i żoną.

Mieszkamy za granicą, z dala od rodziny. Moja córeczka ma na imię Joanna i skończyła niedawno roczek.

Chodzi do przedszkola, ja pracuję na pół etatu, a mój mąż czasami mi się wydaje, że na dwa etaty.

Jesteśmy normalna rodziną, która uczy się żyć ze sobą z różnymi skutkami.

Mama na pół etatu powstała przede wszystkim z myślą o mamach zabieganych i zapracowanych, a zarazem ambitnych.

Podzielę się tu z Wami moimi doświadczeniami dotyczącymi wychowaniem i opieką nad dzieckiem, mężem 🙂 i domem, a także całym moim życiem.

Jest to też miejsce, do którego Ja zawsze będę mogła zajrzeć, powspominać i poszukać inspiracji.

Mamy wszystkich narodów łączcie się!!!

Miłego czytania!!!

PS. Zdjęcie przedstawia moje stopy w skarpetach nie do pary. Pary się pokończyły, a coś na nogi trzeba założyć.